Wydarzenia


2009-09-23

Chopin - Piano Concertos - Kilka słów o programie albumu

Dwa koncerty fortepianowe Chopina należą do najbardziej znanych i lubianych utworów tego rodzaju. Chopin skomponował je bardzo wcześnie, w wieku 19 i 20 lat, w latach 1829–1830.

Były to lata dla niego szczęśliwe. Przebywał wtedy w Warszawie, w otoczeniu rodziny i przyjaciół, właśnie ukończył studia w Konserwatorium, miał czas nie tylko na komponowanie i grę na fortepianie, ale i na dyskusje i zabawy z rówieśnikami, tworzącymi wówczas intelektualną elitę warszawskiej młodzieży. W licznych wyprawach za miasto odwiedzał mazowieckie wsie, wsłuchiwał się w ludową muzykę, pisał i rysował. Jego muzyczny talent dojrzewał zadziwiająco szybko, wcześnie osiągnął też charakterystyczne cechy swego oryginalnego stylu, który będzie rozwijał i pogłębiał do końca życia. Komponował dużo: prócz obu Koncertów powstały wówczas Wariacje B-dur op. 2, Rondo a la Krakowiak F-dur op. 14, Fantazja A-dur na tematy polskie, I Sonata c-moll, kilka mazurków i nokturnów, jak również kompozycje kameralne m.in. Trio g-moll i Polonez C-dur na fortepian i wiolonczelę. Był perfekcjonistą; utwory, których nie akceptował do końca, niszczył lub prosił o ich zniszczenie, szczęśliwie się stało, że przyjaciele nie zawsze te prośby spełniali.

Koncerty f-moll i e-moll powstały w ta­kiej właśnie kolejności, choć noszą numery 2 i 1. Obydwa zachowały klasyczną strukturę formalną, przepełnione są jednak du­chem romantyzmu. Zadziwia w nich bogactwo emocjonalnego wyrazu, przy równoczesnej dyscyplinie formalnej i artystycznej dojrzałości.
Rozmawiamy o koncertach z Rafałem Blechaczem, który wkrótce je wykona w czasie jed­nego wieczoru w Concertge­bouw w Amsterdamie. Orkiestrę poprowadzi znakomity, szeroko znany na świecie, polski dyrygent – Jerzy Semkow. Obaj artyści doskonale się rozumieją, zdążyli już szczegółowo omówić koncepcje interpretacyjne.

Co dla pianisty jest w tych koncertach najważniejsze? Przede wszystkim – odpowiada Rafał – wyczucie ich emocjonalnego charakteru, emocjonalnych niuansów. W częściach pierwszych obu koncertów dochodzi do głosu młodzieńcza energia, niekiedy z momentami dramatyzmu, w finałach – radość. Niezwykle ważne są części drugie, liryczne. To – jak mówi Rafał – „serca utworów”. Chopin przelewa tu swe najgłębsze uczucia, znajduje wyraz dla swej pierwszej miłości – do Konstancji Gładkowskiej. Komentując larghetto Koncertu e-moll pisał, „że tysiąc lubych wspomnień staje mu przed oczyma”. Chopin zdaje się tu mówić szeptem, z delikatną, stłumioną ekspresją, jakby ujawniał swe najgłębsze tajemnice. Pianista może tu mieć najwięcej swobody, musi jednak najwnikliwiej odczytać intencje Chopina, „wczuć się” w jego uczucia. Sprawą podstawową jest znalezienie właściwego tempa, umiejętne wykorzystanie rubata. Ale przede wszystkim muzyka musi tu swobodnie płynąć niejako „sama” i doprowadzić do tego tajemniczego zachwytu chwilą, który wieńczy autentyczne przeżycie estetyczne. Nie można tego do końca zaplanować. Trzeba pozwolić sobie na pewną swobodę interpretacyjną, zależną od natchnienia, które pojawia się w danej chwili i w danym miejscu. Dlatego tak ważne jest otoczenie: atmosfera sali, jeszcze bardziej zaś porozumienie z dyrygentem. Grając koncerty Chopina, Rafał stara się by towarzyszyli mu dyrygenci, wyczuwający najlepiej ich szczególną aurę. A składa się na nią także to, co wyrażają ostatnie części koncertów: radość zawarta w ludowych tańcach, które je inspirowały: mazur w Koncercie f-moll, gdzie kontrabasy w charakterystycznych kwintach imitują instrumenty ludowe, czy krakowiak w Koncercie e-moll. W tych częściach również ważne jest odpowiednie tempo: nie za szybkie, by nie zgubić szczegółów, nie za wolne, by nie zatracić charakteru tańca.
Koncerty Chopina powstawały w czasie, gdy fascynował go także styl „brillant”. Odzywa się on w Koncertach, pozwalając pianiście na wirtuozowski popis. A jednak – jak zauważa Rafał – Chopin nigdy nie podporządkowuje muzycznej myśli wirtuozerii, nigdy nie przedkłada stylu brillant nad wyraz tego, co najistotniejsze: duchowej głębi. Oryginalność Chopinowskiej twórczości rychło rozpoznali najwięksi muzycy epoki. Z entuzjazmem wyrażał się o Chopinie Robert Schumann, jego utworami zachwycał się także Ferenc Liszt.

Jaka w Koncertach Chopina jest rola orkiestry? Na ogół sądzi się, że partia orkiestrowa stanowi tylko akompaniament dla fortepianu. Naprawdę jest jednak inaczej. Wprawdzie rola orkiestry nie jest całkowicie równorzędna z fortepianem, jednak ­wielokrotnie wzmacnia jego partię, a w wielu przypadkach podejmuje z nim dialog, czy to w całości, czy poprzez poszczególne instrumenty (waltornia, fagot). Długie orkiestrowe wstępy zapowiadają, ewokują nastrój Koncertu. Dlatego tak ważną rzeczą jest to, by fortepianowi towarzyszyła dobra ­orkiestra, prowadzona przez dobrego, czującego intencje pianisty dyrygenta. Dla pianisty oznacza to nie tylko swoiste „wsparcie”, ale i przyjemność dialogowania, jak na przykład z waltornią i fagotem w I części Koncert e-moll.

Warunki te spełnia niewątpliwie orkiestra Concert­gebouw. Jej szlachetne, „aksamitne” brzmienie nadaje się szczególnie do koncertów Chopina. To znakomite brzmienie jest udziałem wybitnych muzyków grających na wspaniałych instrumentach. Duży wpływ ma z pewnością sala koncertowa. Sala Concertgebouw zasługuje na najwyższą pochwałę nie tylko ze względu na swą akustykę, ale i na jej urok wizualny.

Blechacz lubi koncertować w takich właśnie salach: inspirujących swym pięknem, ułatwiających wejście w odpowiedni nastrój, wpływających na samopoczucie artysty. Łatwiej przychodzi tu stan szczególnego podekscytowania, natchnienia, poddania się jedynej w swym charakterze magii. Gra w sali, kontakt z publicznością, zwłaszcza ze znającą się na muzyce i czującą ją, daje większą satysfakcję niż studyjne nagrywanie utworu. Chociaż i ono – mówi Rafał – ma swe zalety: pozwala na bardzo osobisty, intymny związek z wykonywanym utworem. Wtedy wchodzi się w dialog z nim, i tylko z nim, bez zwracania uwagi na cokolwiek innego.

Koncerty na prezentowanej obecnie płycie rejestrowane są w ulubionej przez Rafała sali, z wymarzoną orkiestrą i z dyrygentem, z którym doskonale się rozumie. Pomysł ich nagrania zrodził się bezpośrednio po Konkursie Chopinowskim, na którym, jak wiadomo, Rafał Blechacz odniósł niebywały sukces, zdobywając nagrodę główną i nagrody specjalne we wszystkich kategoriach. Grał wówczas m.in. Koncert e-moll, który już znacznie wcześniej miał w swym repertuarze. Rafał jest ­pianistą wszechstronnym. W jego znakomitym wykonaniu dysponujemy już nagraniem Preludiów Chopina, a także płytą z utworami Haydna, Mozarta i Beethovena. Mimo młodego wieku koncertował w wielu krajach Europy i świata, od Stanów Zjednoczonych po Japonię. Wspomnieć warto jeden zwłaszcza koncert, dobrze świadczący o osobowości Rafała: wykonanie dwóch koncertów Chopina, z Orkiestrą Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Antoniego Wita w rodzinnym mieście pianisty – niewielkim Nakle nad Notecią. Wobec braku sali koncertowej, koncert odbył się w kościele. Był to wspaniały dar wdzięczności pianisty dla swego miasta, a zarazem niezwykłe przeżycie dla jego mieszkańców.

Rafał Blechacz jest jednym z najmłodszych, a zarazem najznakomitszych pia­nistów na świecie. Obdarzony niezwykłym talentem muzycznym, odznacza się wspaniałą inteligencją, pozwalającą mu głęboko rozumieć wykonywane utwory, a zarazem cudowną wrażliwością, dzięki której może bezbłędnie wczuć się w ich wymiar estetyczny, czy szerzej – duchowy. Chciałoby się powiedzieć, że ta jego wrażliwość jest jakby spokrewniona z wrażliwością samego Chopina, dlatego Blechacz jest wręcz predestynowany do wykonywania utworów tego kompozytora. Ale Chopin otwiera przecież drogi i do innych twórców, działających zarówno przed nim, jak i po nim; toteż nie dziw, że Blechacz gra klasyków i romantyków, Debussy’ego i Szymanowskiego. Jego talent i inne jego cnoty, aretai, (by użyć tu starożytnego określenia), zakorzenione są w jego głębokiej duchowości, posiada­jącej wymiar nie tylko artystyczny, ale i wręcz metafizyczny i religijny. Wszechstronne jego zainteresowania obejmują także filozofię, a talent muzyczny pozwala mu zerkać także w stronę muzyki organowej. Ci, co znają go bliżej, podkreślają jego osobisty urok, przede wszystkim zaś skromność, której w najmniejszym nawet stopniu nie naraziła na szwank wielka sława, jaka mu przypadła w udziale.

Władysław Stróżewski


powrót